

Przed dwiema chwilami (kiedy jeszcze wracalam z przystanku autobusowego) do glowy wpadla kolejna dziwna mysl. Moze faktycznie siedzi we mnie jakis robak smiertelnie przerazony. Zjada mnie od najmlodszych lat i jesc bedzie przez kolejne. Robak winny tylko mych leków.
Brakuje mi kogos, z kim moznaby pogadac o wszystkim. Takiego przyjaciela, ktory wiedzialby jak mnie sluchac i kiedy przestac. Jak objac, zebym czula, ze jestem. Jak spojrzec… jak wszystko.
Leave a Reply

