a tak trudna. Wstac i ruszyc z iejsca, pobiec gdzies przed siebie i nie przjemowac sie zupelnie nikim. Nie da sie, nie teraz, moze kilka lat temu bylo to bardziej mozliwe. Dzis, przykuta do deski z gwozdziem, siedze spokojnie gotujac obiad.

Zwykle mam jakies postanowienia na nowy rok. jeszcze nic nie wymyslilam, a wszystko to co przyszlo do glowy mialoby drastyczne zakonczenie.

Moze znalesc tego przyjaciela w koncu trzeba. Tego w zasiegu reki, co moglby przyjsc na ciastko i herbate,  wysluchac i podpowiedziec.

Takiego, co nie przestraszy sie, kiedy sama zaczne uciekac do glebin wlasnej chorej wyobrazni.



Leave a Reply